piątek, 12 grudnia 2014

Rozdział 1


NICOLE:
Wstałam rano, zjadłam śniadanie i wzięłam prysznic. Dzisiaj ostatni dzień roku szkolnego. Założyłam białą bluzkę, czarne spodnie i buty. Ruszyłam w stronę szkoły. Gdy nauczyciele rozdawali dyplomy ja rozmyślałam jak spędzę wakacje. Wszyscy żegnali się ze swoimi znajomymi, ja natomiast miałam tylko jedną przyjaciółkę, która miała na imię Charlie. Od dziecka się znamy
i spędzamy ze sobą mnóstwo czasu. Zawsze mnie pociesza, kiedy jest mi smutno, to jej zawdzięczam bardzo wiele i choć mamy odmienne zdanie
na pewne tematy, to ona zawsze mnie rozumnie.
- Boże, nie wierze , że to już naprawdę koniec. Koniec wstawania rano, odrabiania prac domowych, nauki
i wszystkich innych okropnych rzeczy. - westchnęła Charlie.
- Tak szkoda, że tylko na dwa miesiące. - odparłam.
 Po szkole poszłyśmy do mnie, zamówiłyśmy pizze i obejrzałyśmy film, jak zawsze ten sam, to stało się
już chyba naszą tradycją, dramat romantyczny, przy którym zawsze się rozklejamy,
tak też było i dzisiaj. Nagle ktoś zapukał do drzwi, Charlie była w łazience wiec poszłam otworzyć. Nie zwracając uwagi na to jak wyglądam (a musiałam wyglądać strasznie) uchyliłam wejście. Zobaczyłam przystojnego, młodego chłopaka, który chyba coś mówił, ale ja się zamyśliłam i nic nie usłyszałam. Postanowiłam się otrząsnąć.
- Czy ty mnie słuchasz?- spytał.
- Przepraszam, mógłbyś powtórzyć?
- Pytałem, czy chciałabyś wpaść dzisiaj do mnie na imprezę, o 22? Ja się tutaj niedawno wprowadziłem - wskazał dom za rogiem - i urządzam małe przyjęcie. Co ty na to?
- Ale ja Cię nie znam.
- To poznasz. - zaśmiał się chłopak.
Nie wiedziałam co powiedzieć, z jednej strony chciałam iść i dobrze się bawić, a z drugiej bałam się
co powiedzą moi rodzice, choć ich mało obchodziło moje życie, więc zaryzykowałam.
- A mogę przyprowadzić koleżankę?
- Ją?- spytał chłopak wskazując na Charlie, która stała za moimi plecami.
- Tak.To jest moja przyjaciółka Charlie, a to jest...- właśnie zdałam sobie sprawę, że ja nie znam jego imienia.
- Nathan.- dokończył za mnie z lekkim uśmieszkiem wymalowanym na twarzy.
- Miło mi  Cię poznać. - powiedziała Charlie witając się z chłopakiem.
- Mi też, a teraz muszę lecieć, bo jestem umówiony, to do zobaczenia-powiedział powoli się odwracając
i już miałam zamknąć drzwi, kiedy usłyszałam:
- Mogę się Ciebie  jeszcze o coś spytać?- powiedział zawracając się do mnie niepewnym głosem.
- Tak, a o co chodzi?- spytałam.
 - Czy coś Ci się stało?
W pierwszej chwili nie wiedziałam o co mu chodzi, ale potem zdałam sobie sprawę, że mówił o rozmazanym makijażu. Spojrzałam się na Charlie i obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
- No to teraz to ja już nic nie rozumiem. Najpierw płaczecie, a teraz się z tego śmiejecie?- spytał zdziwiony.
- Ponoć dziewczyn nie da się zrozumieć.-powiedziała Charlie nie przestając się śmiać.
Natomiast ja już się uspokoiłam, nigdy nie potrafiłam być wyluzowana przy nieznanej mi osobie.
Z natury jestem nieśmiała i nic na to nie poradzę.
- To ja nie wnikam w szczegóły- zaśmiał się Nathan i zniknął za rogiem.
Poparzyłam na dziewczynę, od razu widać, że on jej się spodobał i wcale jej się nie dziwie.
Był bardzo przystojny, miał ciemne włosy i piwne oczy.
- Wow!!!- krzyknęła Charlie nie mogąc uwierzyć w to co się stało. Ona zawsze miała słabość
do chłopaków, a może po prostu chciała być kochaną...
- Czy coś mnie ominęło? Opowiadaj!
- Uspokój się! - krzyknęłam starając powstrzymać się od śmiechu.
- Nie mów, że Ci się nie
- Tego nie powiedziałam! - nie panowałam nad tym, nawet się nie zastanowiłam.
- Czyżby on Ci się tak bardzo spodobał, przecież mówiłaś, że nie interesujesz się teraz chłopakami
po tym co Ci zrobił Jake.
Moja mina od razu posmutniała na myśl o tym jak mogłam być z takim chłopakiem.
- Nie powinnaś tego mówić.- powiedziałam cichym głosem.
- Przepraszam nie chciałam do tego wracać, a teraz choć wybrać sukienki.-dziewczyna złapała mnie za rękę i już po chwili byłyśmy na górze. Kiedy Charlie zaczęła szukać ubrań, ja starłam się zapomnieć o Jake-u. Zawsze jak ktoś mi o nim przypominał, musiałam zapominać od nowa, to nie było łatwe. Chciałam przekreślić to co było wcześniej, lecz nie nie potrafiłam to było silniejsze ode mnie. Na myśl o tym co razem przeszliśmy łza kręci mi się w oku. Dlaczego to musiało się tak skończyć? Dlaczego właśnie mnie spotkało takie życie? Dlaczego on nie mógł uszanować mojego zdania? Te pytania spowodowały, że jedna łza sypnęła mi po policzku.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz