sobota, 20 grudnia 2014
Rozdział 4
NICOLE:
Obudziły mnie jasne promienie słoneczne wpadające przez okno. Spojrzałam na zegarek 12.00. Cóż tak myślałam, że nie uda mi się wstać wcześnie. Teraz będę musiała się tłumaczyć rodzicom: "Późno wstałaś znaczy późno przyszłaś". Delikatnie obudziłam Charlie i już po chwili zeszłyśmy na dół. Na szczęście nikogo nie było, zresztą nie po raz pierwszy. Są tak pochłonięci pracą, że nie wiedzą, że na noc wraca się do domu. Charlie chciałaby mieć takich rodziców, ja natomiast wiem, że nie wie czym to grozi.
Po śniadaniu poszłyśmy na zakupy. Charlie miała nadzieję, że spotkamy Nathana i nie myliła się. Chłopak właśnie wychodził z domu, od razu do nas podbiegł.
- Cześć dziewczyny!
- Cześć!- krzyknęła moja przyjaciółka i rzuciła się Nathanowi na szyję.
- O której wstałyście?- spytał chłopak podchodząc do mnie.
- Półgodziny temu. - odparłam witając się z nim delikatnym uściskiem. Charlie spojrzała na mnie wzrokiem, który mówił: On jest mój!
- To tak jak ja, a jak rodzice?
- Nie było ich w domu. - opowiedziałam zgodnie z prawdą.
- To miałyście szczęście. - uśmiechnął się do nas i dalej szliśmy rozmawiając o różnych głupotach, które wpadły nam do głowy.
- Ja idę w tą stronę- wskazał dróżkę, która prowadziła w prawą stronę.
- My też. - odparła radośnie Charlie.
- Ale my miałyśmy iść do sklepu, czyli prosto. - powiedziałam i poszłam pożegnać się z Nathanem.
- Przecież możemy iść tędy, a potem skręcimy
- Ale to nie po drodze!- podniosłam głos chcąc do niej jakoś dotrzeć.
- Dziewczyny, nie kłóćcie się, ja i tak zaraz wejdę do tamtych bloków.- powiedział chłopak wskazując budynki za sobą.
- No to pa- odparła Charlie z widocznym rozczarowaniem i odrobiną złości na twarzy.
- To do miłego!- krzyknął Nathan oddalając się od nas.
- Dlaczego nie chciałaś tam iść?!- spytała Charlie, kiedy chłopak był wystarczająco daleko, tak aby nic nie słyszał.
- Charlie, ogarnij się! Przecież to tylko zwykły chłopak!
- Ale jaki przystojny!
- Charlie!- krzyknęłam starając się przywrócić ją do normalnego myślenia.
- Przecież tobie też się podoba tylko nie chcesz o tym powiedzieć!
- Ja nie uginam się za chłopakami!- no teraz to trochę przesadziłam, ale przysięgam, że nic złego nie miałam na myśli.
- Co masz na myśli? Przypominam Ci, że to nie ja spotykałam się z idiotą i nie ja byłam w nim zakochana po uszy!
- Jak możesz tak mówić!- krzyknęłam i z płaczem ruszyłam w nieznanym mi kierunku. Słyszałam tylko jak Charlie mówi, żebym tam nie szła i porozmawiała z nią. Ja natomiast uważam, że co chciała powiedzieć to już powiedziała. Biegnąc ciągle miałam w głowie jej słowa, jak mogła to powiedzieć, przecież ona była moją najlepszą przyjaciółką, tą z którą spędziłam większość mojego życia, nie spodziewałam się, że to właśnie od niej usłyszę te słowa i to bolało najbardziej. Biegłam przed siebie, aż na kogoś wpadłam, na moje szczęście to był Nathan. Mocno się do niego przytuliłam, a on odwzajemnił uścisk.
- Ej skarbie, co Ci jest?- spytał zmartwionym głosem.
- Charlie, ona- jąkałam się przez płacz.
- Cichutko, już dobrze. - powiedział troskliwym głosem i mocno mnie do siebie przytulił. Właśnie tego teraz potrzebowałam. Jego ramie było mokre od moich łez, które nieustannie wypływały mi z oczu. Jak trochę się uspokoiłam odsunęłam się od chłopaka i rozejrzałam się wkoło. Zamarłam. Właśnie stałam pod domem Jake. Moje serce na moment się zatrzymało, aby po chwili zacząć bić dwa razy szybciej. Nathan chyba zobaczył przerażenie w moich oczach.
- Boisz się?- spytał łagodnym głosem.
- Chodźmy stąd, proszę Cię. - powiedziałam łapiąc go za rękę.
- Gdzie chcesz iść?
- Gdziekolwiek.
- Przyszłaś mnie odwiedzić?- usłyszałam ten głos i strasznie się prze straszyłam. Nagle do głowy napłynęły mi wspomnienia, te których tak bardzo starałam się pozbyć, w oczach zebrały się nowe łzy. Obróciłam się i go zobaczyłam, mocniej złapałam Nathana za rękę, próbując w ten sposób pokazać mu, że się boję, chłopak chyba to zrozumiał, bo stanął między mnie a jego, poczułam się trochę bardziej bezpieczna. Nie wie cobym zrobiła, gdyby nie było tu Nathana, gdybym była sama.
NATHAN:
Nie wiedziałem dlaczego Nicola tak zareagowała na widok tego miejsca, dopóki nie zobaczyłem jej reakcji na tego chłopaka. Cała się trzęsła, w oczach zebrały jej się nowe łzy. Uścisnęła moją rękę, oznajmiając mi tym samym, że się go boi. Nie wiedziałem co ten koleś jej zrobił.
- Skoro już tu przyszłaś to może pogadamy. Ładnie to tak uciekać ode mnie, zmienić numer i się prze prowadzić, ale widzę że daleko nie uciekłaś, to dobrze będziemy mogli skończyć to, co zaczęliśmy. - i wtedy mnie olśniło, to był Jake, ten chłopak o którym wczoraj u mnie mówiła.
- A teraz powiedz mu kochanie- wskazał na mnie- żeby sobie poszedł i zostawił nas samych, mamy dużo do omówienia, nie sądzisz?
- Zostaw mnie!- to jedyne co zdołała z siebie wydusić, spojrzałem na nią, była cała roztrzęsiona, płakała.
- Koczanie, czemu płaczesz?- powiedział chłopak z udawanym przejęciem. Poczułem jak Nikola ciągnie mnie lekko za bluzkę, odwróciłem się do nie i zamarłem, wyglądała tak niewinnie, uroczo i słodko, była taka bezbronna...
- Zabierz mnie stąd, proszę.
- Oczywiście. - objąłem ją ramieniem, i już mieliśmy odejść, gdy Jake szarpnął Nicolę.
- Nigdzie nie pójdziesz suko! - wrzasnął na nią, a moje dłonie momentalnie zacisnęły się w pięści. Nie chciałem się z nim bić, bo wtedy Nikola mogłaby bać się również mnie, ale musiałem mu coś powiedzieć. Nie wytrzymałem. Chociaż w głowie powtarzałem sobie, żeby nie wybuchnąć złością, to było na nic. Nie mogłem patrzeć na to jak on ją traktuje.
- Zostaw ją do cholery! - wrzasnąłem i walnąłem go w brzuch, raz a porządnie, tak abym nie musiał się przy niej bić. to by nie pomogło jej uspokoić. Mój przeciwnik złapał się za brzuch i padł na ziemię.
- Jeszcze z wami nie skończyłem! - krzyknął, a ja złapałem Nikole za rękę i udaliśmy się w stronę jej domu. Cały czas po głowie chodził mi jedno pytanie - co on jej takiego zrobił, że tak się go boi?
- Przepraszam, wiem że nie powinienem, ale co on ci zrobił? Czy on cię bił?
Nic nie powiedziała, tylko wtuliła się mocno w moje ramiona, a ja odwzajemniłem uścisk. To chyba oznaczało, że tak... Tego mu nie daruję.
- Odprowadzisz mnie do domu? - spytała cichutkim głosem, który w każdej chwili mógł się załamać.
- Oczywiście skarbie, tylko już nie płacz, bo twoi rodzice zasypią cię pytaniami.
Wytarła ręką łzy spływające po jej policzkach, pociągnęła nosem i spytała:
- Już w miarę?
- Jeszcze tutaj. - wytarłem ostatnią łzę spływającą po jej policzku.
- Wiesz, że i tak jesteś piękna?
Dziewczyna momentalnie się zarumieniła.
- Możemy już iść?
- Tak, jasne.
Złapałem ją w talii i zaprowadziłem pod dom.
- Dziękuje ci za to, że...
- Nie masz za co dziękować. - przerwałem jej.
Dostałem buziaka w policzek i już po chwili zniknęła za drzwiami.
Proszę o komentarze.
Następny rozdział pojawi się w poniedziałek.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Komentuje by zachęcić do pisania dalej , myślałaś by zrobić bohaterów ?
OdpowiedzUsuńCudowny rozdział! Pisz dalej i nie przestawaj haha :*
OdpowiedzUsuń