wtorek, 30 grudnia 2014

Rozdział 6


NATHAN:
Dziwiło mnie to, że Nikola od pewnego czasu się nie odzywała, myślałem, że wciąż idzie za mną i myśli, jednak coś nie dawało mi spokoju, obejrzałem się, a moje serce na moment się zatrzymało, by za chwilę zacząć bić dwa razy szybciej. Nie było jej tam. Wołałem, krzyczałem, ale to nie przyniosło żadnych efektów, coraz bardziej zaczynałem się martwić. Natomiast druga część mnie podpowiadała mi, że Nikola po prostu poszła do domu. Dzwoniłem na jej komórkę, ale była wyłączona. Postanowiłem jeszcze raz sprawdzić, czy nie ma jej w parku, a potem pójść do jej domu. Miałem dziwne przeczucia, czułem, że mogło wydarzyć się coś złego. Ta niepewność zżerała mnie od środka.

NICOLE:
Szliśmy w ciszy, chyba nikomu z nas to nie przeszkadzało. Ja miałam chwilę na przemyślenie sobie pewnych spraw, a i on wydawał się jakby nad czymś mocno się zastanawiał, choć nie widziałam jego twarzy mogłam poczuć, że był spięty. Myślałam nad tym co powiedział: "Może ja po prostu chcę spędzić ten czas z tobą", co on chciał przez to powiedzieć? W głowie miałam wiele pytań i choć wkoło nas panował duży hałas, my wyglądaliśmy jak byśmy odłączyli się od reszty świata. W pewnym momencie poczułam jak ktoś przykłada mi coś do twarzy i odpłynęłam.
Obudziłam się przywiązana do jakiegoś drzewa. W oddali było słychać śmiech dzieci. Nie wiedziałam ile czasu byłam nieprzytomna, nie wiedziałam dlaczego ktoś mnie tu przywiązał. Czy ktoś robił sobie ze mnie żarty? Mnie jakoś nie bawiła ta sytuacja, starałam się zachować spokój i nie wpaść w panikę, ale gdy go zobaczyłam moje serce automatycznie przyspieszyło, to w ogóle nie było zabawne. Podszedł do mnie i stanął naprzeciwko. Spojrzenie miał takie samo jak kiedyś. Bałam się, tak strasznie się go bałam, wiedziałam do czego był zdolny. Chciałam krzyczeć, lecz nie mogłam, miałam zawiązaną chustkę na ustach, tak ciasno, że jedyne co zdołałam wypowiedzieć to:
- Dlaczego ja?
Nie wytrzymałam, rozpłakałam się, nie wiedziałam co on chce mi zrobić, ale wiedziałam jedno, że na pewno nie będzie to nic przyjemnego. Nagle usłyszałam wołanie Nathana, w moich oczach pojawiła się nutka nadziei. Jake chyba tego nie usłyszał, rozmawiał właśnie przez telefon. Po chwili usłyszałam jak mówi, że musi skończyć to, co zaczął. Co to miało znaczyć? Co on chce zrobić? Byłam cała roztrzęsiona. Wtedy Jake podszedł do mnie i przyłożył mi telefon do ucha.
- Cześć siostrzyczko- usłyszałam. Wybuchłam jeszcze większym płaczem. Teraz nawet chustka, która przed chwilą strasznie mi przeszkadzała, nic nie znaczyła, jakby jej nie było. To co ten chłopak powiedział, to nie mogło być prawdą. On nie mógł tak po prostu ze mną rozmawiać, to niedorzeczne.
- A teraz słuchaj suko! Zrobisz to, co Ci karze!- krzyknął Jake.
- Nic nie zrobię!- powiedziałam, lecz już po chwili tego pożałowałam. Poczułam piekący policzek.W mojej głowie pojawiło się pytanie: Jak on mógł mi to zrobić? Zaczęłam układać sobie życie od nowa, a on wraca i wszystko psuje, cały koszmar zaczyna się od nowa.
- Patrz na mnie!- krzyknął, ale ja nie mogłam tego zrobić, bo nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy, nie po tym co mi zrobił. Jake kopnął mnie w brzuch.
Dlaczego to wszystko mnie spotyka? Czym sobie na to zasłużyłam?
- Zostaw mnie!- krzyknęłam dławiąc się łzami, lecz on nic sobie z tego nie robił, stał przede mną i patrzył się na mnie z tym głupim uśmieszkiem wymalowanym na twarzy.
- Chyba sobie śnisz, złotko!
Ponownie wybuchłam głośnym płaczem. To już nie chodziło o to, że się go boję, martwiłam się tym telefonem, przecież mój brat nie żyje od roku, to nie mogła być prawda. Może on chciał wzbudzić we mnie wyrzuty sumienia. To za dużo jak na moje siły, ja już sobie z tym wszystkim nie radzę.
- A teraz pożałujesz, że ode mnie ociekłaś!- krzyknął i pochylił się nade mną, chcąc walnąć mnie w brzuch. Już nawet nie próbowałam się bronić. Zamknęłam oczy czekając na ból, jakiego zaraz doznam, ale nic nie poczułam. Powoli otworzyłam oczy i zobaczyłam bijących się ze sobą Jake I Nathana.

NATHAN:
Nagle usłyszałem jej głos, krzyczała na kogoś. Nie wiedziałem skąd to słyszę, przez echo które roznosiło się po lesie. Byłem pewny jednego, muszę szybko ją znaleźć. Wtedy usłyszałem jego głos. Bałem się o nią i byłem pewny, że ona też się boi, choć nigdy nie chciała o tym mówić, ja domyślałem się co zrobił jej ten chłopak. Sama świadomość tego doprowadzała mnie do wściekłości. Słyszałem coraz głośniejszy płacz, co znaczyło, że jestem coraz bliżej. Nagle go zobaczyłem, ciśnienie momentalnie mi podskoczyło.
- A teraz pożałujesz, że ode mnie uciekłaś!- krzyknął Jake. Nie wytrzymałem, wybiegłem zza krzaków, moja pięść wylądowała na jego twarzy powodując tym charakterystyczny odgłos łamania kości. Zadałem kilka ciosów i mój przeciwnik leżał na trawie nieprzytomny. Odwróciłem się w stronę Nikoli i podszedłem do niej, przytuliłem ją do siebie.
- Nie płacz, już nic Ci nie grozi.- powiedziałem jeszcze mocniej ją w siebie wtulając. Zdjąłem chustkę z jej twarzy, by mogła normalnie mówić.
- Dziękuję- szepnęła.
- Nie ma za co, skarbie.
- Jake, on powiedział, że- zaczęła, ale nie pozwoliłem jej skończyć.
- On już Ci nic nie zrobi.
- Ale on dał mi telefon i wtedy go usłyszałam.- powiedziała, a po jej policzku spłynęła jedna łza, nie mogłem na to patrzeć, chciałem aby choć przez chwile poczuła się lepiej, aby nie cierpiała.
- Kogo usłyszałaś?
- Mojego brata.- powiedziała ściszonym głosem.
- Ale mówiłaś, że jesteś jedynaczką.
- Bo jestem, a mój brat on... nie żyje.- powiedziała, a do oczu napłynęły jej nowe łzy. Chciałem ją przytulić, ale odepchnęła mnie, lecz ja nie dałem za wygraną, po chwili poddała się i wtuliła się we mnie.
- Zabierz mnie stąd.- szepnęła. Objąłem ją ramieniem i wolnym krokiem kierowaliśmy się w stronę domu Nikoli. Po 15 minutach byliśmy na miejscu, jej rodziców nie było w domu. Usiedliśmy na kanapie.
- Wiesz jak ja się o Ciebie bałem, myślałem, że jakiś obcy facet Cię porwał.
- "Nikt nie wydaje się bardziej obcy, niż ktoś kogo się kiedyś kochało"

2 komentarze: